20.12.2013 Londyn
Obudziła się i
przeciągnęła. Spojrzała na budzik, który wskazywał 6:35. Zaraz musi wstawać.
Eh… Lucy od nigdy nie lubiła swojej pracy. Odwróciła się na bok i natrafiła na
rękę swojego chłopaka: Arthura jej szczęście i promyk światła w smutne dni. Nie
wie co by bez niego zrobiła. Wierzyła, że on czuje to samo i tak w
rzeczywistości było. On kochał ją całym swoją sercem i duszą. Była dla niego
powietrzem, słońcem, księżycem, gwiazdą… Mógł dla niej zrobić wszystko… Ba, już
to zrobił. Porzucił dla niej swoją byłą dziewczynę: Meg, przeprowadził się z
Liverpoolu do Londynu, stawił się nad nią w oczach swojej bardzo wymagającej
rodziny, narażając się tym samym na urwanie kontaktu i wydziedziczenie.
Lucy nachyliła się
nad twarzą chłopaka i delikatnie go pocałowała. Po chwili Arthur otworzył swoje
orzechowe oczy i jego wargi utworzyły słodki uśmiech. Lucy w jednym momencie
zabrakło tchu i leciutko się zarumieniła. Mogła na niego patrzyć godzinami,
dniami i miesiącami. Oparła się na ramionach i powiedziała:
- Chyba musimy wstawać?- zerknęła na budzik, który w tym
momencie wskazywał 7:00 rano- Nie chcę się spóźnić do pracy.
- Ale mi się tak nie chce wstać- narzekał Arthur- Mam pomysł!-
wykrzyknął- chodźmy na piknik.
- Nie! Arthur mi się też nie chce wstawać, ale musimy-
powiedziała zdecydowanym tonem- Idę do łazienki, a ty masz się szykować! Już!-
krzyknęła i wyszła z pokoju. Arthur obejrzał się za nią i stwierdził, że z dnia
na dzień coraz bardziej ją kocha.
Szczerze mówiąc odkąd tylko pierwszy raz
ją zobaczył wiedział, że dziewczyna dużo na niesie zmian w jego idealnym
życiu. Nie chcąc się narażać na gniew, swojej Lucy, szybko się ubrał i poszedł
do kuchni aby przygotować śniadanie. Włączył radio i zaczął słuchać piosenki
zespołu Wham- Last Christmes. Zaczął
smażyć jej ulubione śniadanie - naleśniki z sosem kremowym i kakao. Nagle do
kuchni weszła Lucy i usiadła na krześle. Cały czas patrzyła na swojego
chłopaka. Był on niezwykle przystojny i pociągający. Jego kruczoczarne włosy
jak zawsze opadają, tylko sobie znaną, nonszalanckością na czoło. Orzechowe
oczy wpatrywały się z wielką miłością w swoją dziewczynę. Ciepły sweter okalał
jego świetnie wyrzeźbione ciało. W końcu Arthur postanowił się odezwać:
- Lucy?
- Tak.
- Muszę ci coś powiedzieć.
- Więc słucham- powiedziała lekko przygryzając dolną wargę.
- Niestety, ale zobaczymy się dopiero za dwa dni. Czyli w
Wigilię.
- Ale… Dlaczego?- zapytała.
- Muszę jeszcze jechać do Liverpoolu po swoje rzeczy i
wracam do Londynu. Prześpię się tam parę dni.
- Jak chcesz to pojadę z Tobą- zaproponowała.
- Nie!- powiedział dobitnie- Pamiętasz co się stało w
zeszłym roku? Nie chcę, abyś znowu była smutna.
Lucy zamieściła
się. Czy pamięta zeszłoroczne święta? Oczywiście, że tak! I zdecydowanie była
to najgorsza Wigilia pod słońcem! Jego matka powiedziała jej, że jest
najbrzydszą dziewczyną Arthura jaką dotychczasowo miał. Ale na tym się nie
skończyło… Po odświętnej kolacji jego starsza o rok siostra powiedziała jej, że
na pewno jest kolejną na jedną noc. Nic nie może być porównany do stanu w jakim
wtedy była. Ale Arthur to wszystko słyszał. Nawrzeszczał na siostrę, wziął
torbę, której jeszcze nie zdążyli rozpakować i wyszli trzaskając drzwiami.
Chłopak musiał ją długo przekonowywać, że to nie prawda. I właśnie wtedy
pierwszy raz wyznał jej miłość… Po krótkim namyśle postanowiła:
- Dobra. Jedziesz sam.- Arthur uśmiechnął się i pocałował
dziewczynę…
22.12.2013. Lonyn
Arthur i Lucy weszli do ogromnego budynku. Było w nim pełno
ludzi, którzy albo wyjeżdżali do domu na święta, albo szukało swoich bliskich.
Popatrzyli na siebie i obydwoje się uśmiechnęli. Przechodząca obok starsza
kobieta spojrzała na nich z uśmiechem; widać od nich było bijące szczęście i
miłość. Nie wiadomo kiedy usłyszeli chłodny kobiecy głos:
- Pasażerowie lotu do Liverpoolu proszeni są o udanie się do
barierki ochronnej. (Dobra nigdy nie latałam samolotem więc nie wiem jak mówią
dop.aut.)
Arthur popatrzył na Lucy i ją pocałował. Gdy się od siebie
oderwali dziewczyna szepnęła:
- Uważaj na siebie i… nie daj się ponieść emocją.
Obiecujesz?- zapytała.
- Obiecuję.- odpowiedział i musnął ją leciutko w usta.
Dziewczyna pomachała mu i wyszła z lotniska, czując dziwną pustkę. Pustkę zwaną
tęsknotą…
24.12.2013 Londyn (Wigilia)
Lucy szybkim
krokiem przemierzała korytarze lotniska. Czekała na powrót swojego ukochanego…
Zabawne! Nie widziała go raptem dwa dni, a czuła się jakby dwa lata! Tak za nim
tęskniła… Już nie mogła się doczekać, kiedy poczuję zapach jego męskich perfum,
kiedy ich usta znów będą ze sobą tańczyły i przede wszystkim kiedy podzieli się
z nim radosną nowiną… Nagle usłyszała tak znany chłodny kobiecy głos, który
zapewne był bardzo znużony swoją nudną pracą:
- Samolot z Liverpoolu do Londyny właśnie wylądował na pasie
numer sześć.
Lucy pobiegła ile sił w nogach do wejścia. I w końcu
zobaczyła go.. Uśmiechniętego, cieszącego się życiem Arthura. Podbiegła do
niego i mocna ścisnęła, a on odwzajemnił ten czuły czyn. Powoli skierowali się
w stronę drzwi gdy usłyszeli męski głos:
- Nie ruszać się!!! Bo wszystkich pozabijam!!!
Usłyszeli przerażający krzyk dorosłych, płacz dzieci i te
przerażone oczy starszych nosób. Lucy i Arthur powoli i z bijącym sercem
odwrócili się w kierunku głosu. Zobaczyli tam coś okropnego… Dwóch
zamaskowanych mężczyzn pochylających się nad martwym ciałem dziecka, które
miało może z pięć sześć lat. Nad ciałem dziewczynki pochyla się zapłakana matka
gładząca jej lśniące włosy i mężczyznę rzucającego się z pięściami na zabójców.
Lucy szybko pobiegła w kierunku owego mężczyzny i położyła mu dłoń na ramieniu,
mówiąc:
- Nich Pan przestanie to nic nie da! A tylko Pana zabiją!.
- Zamknij się! Zamordowali mi moją małą Lilly! Muszą za to zapłacić!
- Niech Pan przestanie! Nich Pan pomyśli o swojej żonie! Nie
może przecież zostać sama. Zabiją Pana- powiedziała, jak na mój stan,
spokojnie. Mężczyzna w jednej chwili stanął, spojrzał na Lucy z zaskoczeniem po
czym pobiegł do swojej żony gładząc ją po czarnych włosach. Po chwili spojrzał
na nią z dźwięcznością. Lucy pobiegła do Arthura, który patrzył na nią z dumą.
Zapłakała cicho w jego ramię, a on ją przytulił.
Po chwili podzielili ich na parę grup. Na całe szczęście była razem z
Arthurem. Zaprowadzili ich do całkiem dużego pomieszczenia gdzie kazali im
czekać. Lucy nie wiedziała co myśleć. W głowie cały czas powtarzała „Obym
zdążyła mu powiedzieć…” Każdy z nich się bał. Lucy poczuła się jakby jakiś
ogromny mór odrywa ją od rzeczywistości. Nie wiedziała co ma myśleć, ale nie
była jedyna, o nie… Cały czas myślała o… Jej rozmyślania przerwał głos, który
słyszała jakby przez mgłę niepokoju i lęku, krzyczący:
- Masz nas natychmiast wypuścić idioto! Słyszysz!
Pożałujecie tego!
Mężczyzna popatrzył na nią i wyciągnął pistolet. Ona
spojrzała na niego z kpiną. W ogóle się nie bała co za chwilę miało nastąpić.
Po co ta głupia baba się odezwała…
- Nie, ty zginiesz kotku. Ty się nam jeszcze przydasz- rzekł
cicho- Ale ktoś przecież musi ponieść karę, prawda? No cóż po prostu zrobię
wyliczankę: Siedzi anioł w niebie pisze list do ciebie!
Jakim atramentem go napisał…
- Czerwony- odpowiada jakiś starszy
przestraszony mężczyzna.
- C Z E R W O N Y! Jak
go masz to go P O K A R Z! – wypadło na Lucy. Dziewczyna szybko spojrzała
na swoje ubranie, ale.. niestety dzisiaj postanowiła ubrać wszystkie kolory
tęczy oprócz czerwonego… Spojrzała na mężczyznę i już wiedziała, że on
wiedział… Powoli przełknęła ślinę i powiedziała:
- Nie mam czerwonego koloru.
Facet tylko uśmiechnął się z wyższością i powiedział:
- Żegnaj, maleńka- pocisk wystrzelił jak z armaty i zaraz
miała zobaczyć ciemność…
- Arthur, będziemy mieli dziecko- zdążyła wyszeptać i powoli
opadła w mrok słysząc jeszcze głośny szloch Arthura i śmiech swojego zabójcy…
Serio? Główna bohaterka ginie w pierwszym rozdziale? no jeżeli będzie tak dalej to myślę, że będę tu zaglądać :)
OdpowiedzUsuńDorcas
Ale Lucy nie jest główną bohaterką. Po prostu chciałam pokaza śmierci ze strony umierającego (Lucy), a nie ze strony obserwatora :D Wtedy byłoby to trochę sztuczne :/ Bardzo się cieszę, że rozdział Ci się spodobał :D
UsuńPozdro Kamissss:***
Postacią główną w tym opowiadaniu jest Arthur :D Chociaz nie będę pisała tylko i wyłącznie z jego perspektywy. Byłoby to troszkę nudne i montonne!
Usuń(Jeszcze raz) Pozdro Kamissss :****
WTF ?!? Lucy umarła ?!? A była taka fajna... I tak przy okazji, ona była blondynką czy brunetką ? Mi pasowała na blondynkę (przynajmniej tak sobie ją wyobrażałam :D) Jestem ciekawa co będzie dalej :D Arthur jest spoko :) I przypomina mi Jamesa, ciekawe dlaczego...
OdpowiedzUsuńI dziękuje za to, że czytasz mojego beznadziejnego bloga :D
UsuńTwój blog wcale nie jest beznadziejny! Jest fajny! Tak, Lucy była blondynką. Szczerze mówiąc Arthur jest mieszaniną Jamesa i Syriusza.
OdpowiedzUsuńPozdro Kamisss;***
Bossssheee, jaki wstrząs z pierwszym rozdziałem! To ja już się boje, co będzie dalej. Czytam sobie i z początku zdaje mi się, że znalazłam sobie jakieś romansidło, które będe czytać w zmiowe wieczory, a tu nagle... zgooon. Rozbawiła mnie wizja terrorystów, którzy wyliczają, wiem, dziwne rzeczy mnie bawią, ale myśle sobie, no bez przesady, na pewno ma coś czerwonego, ja się bez tego nie obchodzę, a tu nagle... W ciąży była! Cały rozdział skupiał się na tej miłości, a tu teraz... Kompletnie zbiłaś mnie z pantałyku, nie wiem co napisać, nie umiem sie wysłowić. Mam przeczucie, że głównym bohaterem będzie Artur, który będzie chciał pomścić ukochaną czy coś w tym stylu... ale mam też kilka innych teorii, bardziej nienormalnych, np. że terroryści to śmierciożercy itd. xd.
OdpowiedzUsuńPodsumowując- piszesz naprawdę bardzo, bardzo fajnie, w tak zaskakujący sposób, że aż czytelnika na kilka minut zatyka. Uwierz mi, mało kto potrafi mnie zszokować, ale ty zrobiłaś to świetnie. Gratulacje :D.
Ach, i wybacz, ze o to pytam, ale inaczej nie zaznam spokoju- czy kreowałaś Arthura pod najlepszego szukającego Gryfonów w tym stuleciu- boskiego Jamesa Pottera ;> te rozczochrane włosy *wzdycha*
No nic, ja czekam na nn, pozdrawiam i (jeśli chcesz) zapraszam do siebie:
http://hogwart-z-tamtych-lat.blogspot.com/
Weeeny :* i wesołych świąt!
Nie dziękuję weny! To pecha przynosi więc nie można dziękować bo to pecha przynosi! Tak Atrhur jest wzorem do Jamesa i Syriusza. Opowiadanie to... Jest trochę oddalone od normy i rzeczywistość. Także życzę Ci wesołych świąt i pysznej wyżerki:*
UsuńPozdro Kamisss:***
P S Ja od bardzo dawna czytam twe opowiadanie. I jest bardzo ciekawe:***
P S 2 Jestem na anonimie bo moja mama zepsuła mi komputer:/
Hhahhah a myślałam, że tylko u mnie rodzice psują moje największe skarby -,- :D komórka, tablet, laptop... przemilczę to xd
UsuńMiło mi, że czytasz :)
Pozdrawiam :***